Krystyna Janda- Wywiad

Jubileusz piętnastolecia Teatru Polonia stał się doskonałą okazją do spotkania z Panią Krystyną Jandą. Aktorka, a także Prezes Fundacji Krys...

7 lip 2013

Iwona Zasuwa-"...Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa..."




Iwona Zasuwa  jedna z najbardziej cenionych wokalistek sesyjnych i chórzystek na polskim rynku muzycznym.  W rozmowie opowie nam o swoich kulinarnych pasjach, śpiewaniu i życiu. Wywiad rzeka jakiego jeszcze tu nie było. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Iwoną Zasuwą. 

Ewelina Kowalczyk: Będąc młodą dziewczyną, która wówczas miała 16 lat stanęłaś na Opolskiej scenie jak trafiłaś na Opolski festiwal?

Iwona Zasuwa:   Miałam w zasadzie 15 lat kiedy Ela Zapendowska, moja ówczesna pedagog od wokalu, postanowiła pokazać mi jak wyglądają eliminacje do Debiutów Festiwalu Opolskiego. Wybrała ekipę "gotowych" na wyzwania, dorosłych wokalistów i mnie na przyczepkę. Koniec końców mnie również poproszono o zaśpiewanie piosenki i w ten oto nieoczekiwany dla nikogo sposób, małolata jaką wówczas byłam, stanęła na deskach amfiteatru. Z sukcesem zresztą. Przyznano wówczas 3 równorzędne wyróżnienia, w tym jedno dla mnie. To wydarzenie "uchroniło" mnie również przed zmianą nazwiska (doradcy uważali, że jest niesceniczne i brzydkie). Będąca w komisji Ewa Bem, mój ówczesny absolut artystyczny orzekła że jest charakterystyczne, moje i nie powinnam go dać sobie odebrać. ;))))

Występ podczas Debiutów musiał być ogromnym przeżyciem. Co czułaś w tedy byłaś z siebie dumna?

: Dumna? Byłam przerażona! ;)

Lekcje wokalu pobierałaś u Pani Elżbiety Zapendowskiej, pamiętasz tamten czas, czego się podczas tych godzin spędzonych z Panią Elżbietą nauczyłaś?

Pewnie, że pamiętam. Tego się nie da zapomnieć, bo nasze relacje odległe były od typowego układu nauczyciel - uczeń. Ten kontakt nie ograniczył się do lekcji śpiewu. Była moim życiowym mentorem, przewodnikiem i przyjacielem. Jej rodzina stała się moją rodziną. Mogłam na nią liczyć. Oczywiście prócz podstaw emisji głosu na których bazuję do dziś, również sama ucząc (to Ela odkryła we mnie talent pedagogiczny i często miałam przyjemność pracować jako jej asystent lub zastępca), dostałam niezłą lekcję życia. Nie wszystko mi się podobało ale instynktownie czułam że "prawda" niekoniecznie musi mi się podobać. Zaufałam Elżbiecie. Od niej wszystko się zaczęło. Pamiętam kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy powiedziałam: Pani Elu, właśnie zaczęłam ogólniak i szkołę muzyczną na flecie poprzecznym. W przyszłym roku planuję przyjść na eliminacje do studia piosenki. A ona spojrzała na mnie i z charakterystyczną sobie szorstką czułością powiedziała.: dopiero w przyszłym roku? Bez sensu! Jeśli masz przyjść, przyjdź teraz! I rzeczywiście, "w przyszłym roku" byłam już zupełnie gdzie indziej. Stałam na deskach teatru w głownej W musicalu Metro.

Czego Cie nauczyła przygoda z teatrem?

To było prawdziwe wyzwanie. Zagranie w tym musicalu było wówczas marzeniem wielu młodych ludzi, moim również. To było moje pierwsze zderzenie z teatrem od kulis, wcześniej zajmowałam się jedynie muzyką. W teatrze inna jest ranga słowa. Ma ono pierwszeństwo przed dźwiękiem. "Sens! Śpiewaj sensami!" słyszałam od J. Józefowicza. Wiele się nauczyłam i bardzo jestem wdzięczna losowi za to doświadczenie. Gdyby nie ono, z pewnością "scenicznie" byłabym kimś innym. Zagrałam Musical Merto (w głównej roli i w rolach drugoplanowych) kilkaset razy… To uczy pokory do realizowanego materiału, szacunku do widza i współtowarzyszy na scenie. Zrozumiałam też jak trudna może być współpraca w dużej teatralnej drużynie jeśli nie ma się ku temu predyspozycji.
Skutek trwały, poboczny ;) :  od tamtej pory kocham teatralną atmosferę, zapach teatru, stare teatralne garderoby, rytuały i zasady zwiazane ze sceną (nie estradą) i dziś, kiedy zdarza mi się występować na deskach teatru czuję się jak w domu… Z łezką w oku mijam Dramatyczny albo Romę gdzie stacjonowaliśmy jako "szkoła Metro". 

Zdarza Ci się czasem zawitać do jakiegoś teatru, jako widź na jakąś sztukę? 
 
Owszem, zdarza się, choć nie ukrywam że swój czas wolny staram się spędzić maksymalnie daleko od atmosfery w której na co dzień pracuję. Kiedy myślę "teatr i piosenka" widzę Panów Przyborę i Wasowskiego, choćby w kabarecie Starszych Panów. Tęsknię za dawną kulturą słowa w sztuce scenicznej, w piosence, za cudeńkami jakie tworzyli…

 Przez tyle lat Twój głos można było usłyszę na różnych płytach śpiewałaś tam jako vocal wspierający, dlaczego nie zdecydowałaś się wydać wlanego albumu?
Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. ;) Nie lubię tej presji: "musisz! Masz przecież takie możliwości!" Robię, co kocham. Nie muszę stać w pierwszym szeregu. Ostatnio podczas sesji zdjęciowej cudowna fotograf Magdalena Pawlak powiedziała do mnie: ciężko Ci zrobić zdjęcie! W ogóle nie masz w sobie narcyzmu!
Może to właśnie dlatego?

Bardziej znana jesteś z gotowania, niż ze śpiewania powiedz jak to się zaczęło te twoje pichcenie wymyślanie przepisów?

 Taaak? Nie mam pojęcia z czego jestem znana, w moim poczuciu nie jestem osobą publiczną. Naprawdę robię to co kocham (powtarzam się! ;) ). Gotowanie to sztuka, tworzenie nowych potraw wymaga niezwykle twórczego umysłu, więc wbrew pozorom nie odbiegłam daleko. Zaczęło się dawno temu, od podróży kulinarnych, zwożenia przypraw z całego świata, pasji smaku, radości tworzenia, łączenia, próbowania i karmienia bliskich. Potem na świecie pojawił się mój Syn - Skarb i jego potrzeby dietetyczne a wraz z nimi wyzwania: bez cukru, bez nabiału, bez glutenu, bez chemii, bez przetworzonych produktów, bez gotowców sklepowych, bez, bez bez… Jak tu upiec ciasto bez mąki, cukru? Jak zrobić coś słodkiego, a chleb? Byłam załamana tylko przez chwilkę. Zrewidowałam swoje umiejętności, a że w necie i w literaturze nie znalazłam dosłownie nic co mogło by mi pomóc wyżywić własne dziecko, zakasałam rękawy i zabrałam się do roboty. W efekcie powstał blog, smakoterapia, który niepostrzeżenie przyciągnął tłumy fantastycznych ludzi pośród których znalazłam nowych przyjaciół… I tak oto problem zamieniłam w życiowe wyzwanie, za które, znowu,  jestem niezwykle wdzięczna losowi. :D

Gdzie zawitałaś w swoich kulinarnych podróżach?

W kuchennych kapciach byłam wszędzie. ;) Od zachodu po wschód i z góry na dół. ;)
Zaczęło się od uwielbienia  kuchni Dalekiego Wschodu, aromatów i przyprawy Indii, czystości i prostoty japońskich smaków, ferii barw składników potraw wietnamskich, chińskich, tak odległych w smaku od polskiej kuchni. Bliskowschodni kumin jest moją miłością, i hummusy i pasty… Zatoczyłam niezłe koło bo dziś gro przepisów opieram na zapomnianej naszej polskiej kaszy - jaglance (choć aromatyczne nuty podróżnicze brzmią nadal w mojej kuchni). Tak naprawdę najcudowniejsze dla mnie jest samo smakowanie życia, tego tuż obok, ale i za oceanem, za morzem lub górą. Jeśli już naprawdę wybieram się w podróż, lubię chodzić ścieżkami mieszkańców, jeść tam gdzie oni, omijając utarte turystyczne szlaki. Ulubione podróże to wtapianie się w tłum tambylców, mieszkanie pośród nich, zakupy w sklepie, wąchanie składników na targu a potem do garów! I gotowanie na obcym, oswajalnym lądzie… ;)
W Europie najbliższe są mi chyba Włochy, aura, atmosfera, rodzinne klimaty wokół kuchni. Mamma mia! ;)

Co jest Twoim małym królestwem ?

Od jakiegoś czasu dobrze się czuję w całym królestwie (śmiech). Lubię świat, lubię i szanuję ludzi. Odpoczywam najchętniej w ciszy (z tą, od kiedy urodził się mój królewicz, jest krucho ;) ), pośród zwierzaków i drzew. Pośród zieleni czuję się doskonale bez względu na pogodę… deszcz, słońce, bez znaczenia.

Ostatnimi czasy towarzyszyłaś Kayah na gali 50 festiwalu w Opolu. Jak oceniasz poziom tegorocznego jubileuszowego festiwalu?

Nie miałam możliwości obejrzenia festiwalu w całości. Czerwiec jest wyjątkowo obfitujący w koncerty więc na festiwal przyjechałyśmy prosto z trasy. Wiem tylko z przekazów od znajomych co mniej więcej działo się wcześniej. Niedzielny koncert odebrałam bardzo pozytywnie. Jak sentymentalną podróż w czas mojego dzieciństwa. Na próbie słyszałam Hannę Banaszak w przepięknej "Sambie przed rozstaniem"… Piękny utwór, profesjonalne wykonanie. Brakuje mi dziś pięknych piosenek z prawdziwym przekazem, z przemyślaną melodią i harmonią, brakuje promowania prawdziwie uzdolnionych artystów. Dzisiejsze czasy to chyba muzycznie nie są moje czasy… 
Czego najchętniej słuchasz? 
Ciszy. Naprawdę.Jeśli zaś chodzi o dźwięki, relaksuje mnie muzyka klasyczna, symfoniczna. Od czasu współpracy Kayah z Royal String Quartet (absolutnie mistrzowski polski kwartet!!!) wróciłam też do słuchania małych form. Słucham też jazzu. Oczywiście mam ukochanych wokalistów, których nagminnie słuchałam przez cały okres swojej edukacji muzycznej i którym jestem wierna: od Sarah Voughan i Elli Fitzgerald przez Robertę Flack, Chaka Khan, aż po Joni Mitchell, jednak dziś słucham już inaczej… Zdecydowanie mniej wokali. Nie znajduję też za bardzo fascynacji pośród lansowanych na świecie gwiazd. Ostatnio zachwycili mnie za to młodzi Panowie: James Blake, Jamie Woon, Jarle Bernhoft…
Jest tyle wspaniałej muzyki ze życia nie wystarczy by jej posłuchać. Niestety raczej nie usłyszymy jej w popularnych stacjach radiowych. ;)

 Podaj minusy artystycznego życia?
Brak stabilności finansowej. To chyba podstawowy problem. Bywają okresy kiedy nie ma koncertów i wtedy lekko nie jest.
Do tego brak opieki socjalnej, żadnych ubezpieczeń, emerytur… To może przykryję je plusami: żyję w zgodzie z własnymi potrzebami natury estetycznej, czuję nieustanną potrzebę rozwoju i mam takie możliwości, otaczam się muzyką, obcuję z arcyciekawymi ludźmi (moja szefowa jest wybitną artystką), poznaję ludzi, jestem w ciągłym ruchu, czasami nie śpię 3 dni a potem mam wolny tydzień dla mojej rodziny… lubię tak żyć. 
Twoją szefową, jest Kayah jak wam się współpracuje?
Cóż ja mogę powiedzieć po 17 latach współpracy?? Zapewne gdyby mi było źle, nietwórczo albo nudno zwiałabym! (śmiech) Kayah to bardzo barwna postać, to prawdziwa artystka z krwi i kości, to nie kukła stworzona na potrzeby mediów. Mam wielkie szczęście że mogę się jej przyglądać z bliska od tylu lat… Procesom twórczym przy powstawaniu płyt, natchnieniom literackim i muzycznym, czasem bólom w jakich powstają teksty, rozterkom. Uwielbiam te momenty kiedy widzę jak z błyskiem w oku śpiewa nam przy fortepianie nowe perełki które za chwilę będziemy śpiewać wszyscy. Obserwowanie jak się rodzą, ewoluują, to nadzwyczajne doświadczenie. Poza tym to już trochę "moja Kasia", ciepła kobieta, fajna babka o czym z pewnością wiedzą wszyscy jej fani. Cieszę się że wkrótce będziemy mogli posłuchać niezwykłego albumu jaki przygotowuje w studio "Transoriental Orchestra". To niezwykła przygoda, muzyczna podróż i uczta. Śpiewamy na niej po arabsku, w jidisz, po hebrajsku, w ladino. Piosenki pochodzą nawet z XV wieku! Gdyby nie "szefowa" nie wiedziałabym nawet o ich istnieniu…

Prowadzisz warsztaty ze smakoterapi, co na nich się dzieje?

Prowadzę nie tylko warsztaty kulinarne. Ostatnio byłam szefową kuchni w jednodniowej osobistej restauracji. O rety! To było prawdziwe pandemonium! Byłam wszystkim: twórcą i tworzywem. ;) Udało się. Karmiłam zdrowo ludzi kaszą jaglaną w postaci pod jaką się jej spotkać nie spodziewali. Widziałam zaskoczenie, radość i przyjemność na ich twarzach. Myślę, że taka właśnie będzie moja przyszłość. Niezbyt odległa nawet…
Na warsztaty wpadają do mnie ludzie żeby się nauczyć tego wszystkiego co wymyśliłam w kuchni. Nie wiem jak to się dzieje ale smakoterapia przyciąga naprawdę wyjątkowych ludzi, sympatycznych, poszukujących, myślących, wrażliwych… Zazwyczaj większość z nich ma zbliżone do moich potrzeby dietetyczne, wyznaczone przez lekarza lub z własnego wyboru. Dzięki nim już od dawna nie czuję się jak odmieniec.
Nie zaprzestałam też działalności edukacyjnej na polu muzycznym. W dalszym ciągu prowadzę warsztaty z emisji głosu. 

Co przekazujesz swoim uczniom podczas muzycznych lekcji?

Oficjalnie są to lekcje emisji głosu, choć zdarza się że chwilami, w pojedynczych przypadkach, przeradzają się w seanse terapeutyczne (śmiech).
Moim celem, oczywiście każdorazowo konsultowanym z ewentualnym delikwentem, jest przekazanie jak stać się panem swojego głosu, mieć władzę nad intonacją, barwą, dynamiką itd. Jak sprawić by głos był posłusznym narzędziem w pracy, tak, by można było mieć maksymalny wachlarz możliwości. Wówczas, nie potykając się o niekomfortowe narzędzie, można skupić się na przekazie utworu, na jego interpretacji. Oczywiście nie da się  "złapać" raz na zawsze umiejętności władania głosem. Komfort pracy i profesjonalizm jest nieodłącznie związany z pracą do końca aktywnego życia na scenie. Jak z każdym instrumentem.

Co cenisz sobie w ludziach, i w życiu?
To już pytanie na prawdziwy esej… Pokrótce? 

Poproszę, zatem pokrótce.
Od kiedy po razu pierwszy stanęłam na scenie mam czujnik na interesowność wbudowany w twardy dysk. ;) Czuję się zatem bezpieczna wśród ludzi. ;) A poważnie: myślę że świat naprawdę jest lustrem. Spotykamy i widzimy takich ludzi i taki świat jacy sami jesteśmy… Najłatwiej się żyje oczywiście z ludźmi którzy lubią siebie samych, lubią innych, czują się bezpiecznie w świecie. Wówczas nie obciążają nas swoimi kompleksami, problemami, swoim ego… To wyzwanie dla każdego z nas. Sama nad tym pracuję. Największy szacunek mam dla ludzi których stać na zmiany, na pracę nad samym sobą, na odwagę spojrzenia na siebie w lustro bez znieczulenia ale i bez utyskiwania ze znów coś nie tak i miażdżącej samokrytyki… Tych, którzy zamiast problemu, widzą lekcję do przerobienia. Nie ważne kim byłeś. Ważne że masz odwagę i siłę coś zmienić. :)

Zapraszamy do odwiedzenia stron Iwony Zasuwy.

5 komentarzy:

  1. podpinam sie pod uwielbienie i pod <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "poszukująca".... bardzo mi się podoba :-) poszukuj dalej, bo jestes w tym bardzo inspirująca :-)

    OdpowiedzUsuń